Wziął Filip wędkę, kilka robaków,
które wyciągnął rankiem spod krzaków.
I idą z bratem starszym na ryby.
Przemek, by wprawdzie wolał na grzyby,
ale ten malec tak się przymilał, że poszli.
Razem. Ach co za chwila!
Jezioro, kładka: wrzucą zanętę,
Starszy młodszemu rozwinie wędkę.
Jeszcze robaczek. Żal wam robaczka?
Dobrze! To może kawałek placka?
Siedzą cichutko, patrzą na spławik,
Lepsze to powiem wam od...zabawy!
O! Jaka kaczka! To perkoz chyba?
Wspaniale z bratem siedzieć na rybach.
I nagle?
Spławik poszedł pod falę!
Zatnij Filipku, nie bój się wcale!
Holuj spokojnie...do podbieraka.
O, już jest ryba!
Popatrzcie jaka!
Taka jak z bajki!
Złotem się mieni.
Może potrafi spełnić życzenie?
Jedno, jedyne, choćby maleńkie.
Bierze Filipek rybkę do ręki,
Szeptem, cichutko mówiąc do uszka:
zrób moja miła, żeby poduszka,
kołderka, jasiek i pościel cała
co rano w kostkę mi się składała.
I niech się potem samiutka chowa!
A rybka na to: boli mnie głowa,
I paczkę chipsów chciałbyś codziennie?
Ty mnie od razu wrzuć na patelnię.
Bo ja się wolę w oleju smażyć
niż twojej mamie mam się narazić.
Filip się zaśmiał.
Cmok rybkę w czółko.
I chlup do wody!
Tam.
Gdzie to kółko.
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz